Bieganie … hmmm trudna sprawa. Pewnie każda z Was ma inne wspomnienia ze swoich biegowych początków. Ja szczerze mówiąc miałam ciężkie. Przebiegnięcie kilkuset metrów wokół domu wydawało się niemożliwe. Kolka, zadyszka i ból w płucach pojawiał się po paru metrach. Próbowałam chodzić, testowałam marszobieg i nic… klapa 🙁 W końcu się poddałam. Stwierdziłam, że nie każdy wszystko musi i już. Rower i przeróżne odmiany fitnessu też fajna sprawa i przy nich  zostanę. Kilka miesięcy później moja koleżanka Aga, rzuciła hasło “Jedziemy na Rumageddon!!! – no więc jedziemy. Ale jak pojechać na bieg  przeszkodami kiedy nigdy się nie biegało??? Hmmm …. więc wyszłyśmy spróbować się w bieganiu i o dziwo, WOW było fenomenalnie, wykonałyśmy plan, przebiegłyśmy pare kilometrów i chciałyśmy więcej. Dało się 🙂 Ból był, zmęczenie było, ale było cudownie. To uczucie kiedy dobiegłyśmy do końca założonej trasy, licząc po drodze latarnie i wypatrując końca trasy 😉 było uskrzydlające. Od razu chciałyśmy więcej. Oczywiście na Runmageddon żadna z nas nie pojechał, ale biegamy do dziś. Nie wyobrażamy sobie możliwości, żeby nie biegać. Dziś wstajemy o 5 rano tylko po to żeby razem biegać 🙂 Nakręcamy się na wzajem. Motywujemy się i wspieramy.  Same dla siebie jesteśmy wyzwaniem.

Biegi uliczne, trailowe i crossowe nakręcają jeszcze bardziej. Atmosfera która panuje na trasie i poza nią, w strefach kibiców jest nie do opisania. Trzeba tam być i poczuć tą energię żeby zrozumieć dlaczego ktoś mimo bólu, pękających kolan, obtarć czy pęcherzy biegnie dalej i wyznacza sobie coraz to dłuższe trasy, cięższe wyzwania, pokonuje własne słabości i bariery. Kiedyś wydawało mi się dziwne, że ci wszyscy biegacze prawie całą trasę się uśmiechają, kończąc bieg nie widać po nich zmęczenia. Teraz już wiem co to znaczy i za nic nie oddałabym tego uczucie. Na trasie biegu nakręca człowieka tłum, energia tych wszystkich ludzi pcha do przodu. Nawet gdyby przez głowę przeszła myśl o poddaniu się to nie ma takiej możliwości. Doping kibiców jest energetyczny, pomoc innych zawodników bezcenna. Muzyka śpiewy, skandowania to wszystko człowieka uskrzydla i pcha do przodu. A na końcu trasy jest tylko duma. Prawie każdy po przekroczeniu mety i chwili odpoczynku planuje już kolejny bieg. Endorfiny szaleją tak bardzo, że nie można się wyhamować i chce się więcej, szybciej i dalej. Chce się pokonywać własne rekordy, bić życiówki. Kończąc trasę jest się Panem życia. Każdy jest zwycięzca bez względu na wynik. Sama odwaga startu czyni zawodnika zwycięzcą.

Każdy bieg to lekcja. Dla każdego inna. Lekcja pokory, nauki samego siebie, radości z życia. Dla mnie beg to czas relaksu, odpoczynku, czas na uspokojenie głowy i duszy. Podczas biegu dochodzę do ładu ze swoim życiem. Ciekawa jestem czym dla Was jest bieg? O czym wtedy myślicie?

Jeśli jeszcze nie biegacie, spróbujcie 🙂 A może Was też wciągnie ta niesamowita energia. Jeśli nie zachwyca was samotne bieganie po osiedlu spróbujcie biegu zorganizowanego, choćby piątki, żeby poczuć tą moc emanującą od tłumu. A nóż zakochacie się w bieganiu, a jeśli nie to zdobędziecie kolejne sportowe doświadczanie a takie zawsze warto gromadzić, ponieważ to co przeżyjemy, czego spróbujemy określa nasze Ja.